Nie wypada dziś pisać o czymkolwiek innym jak tylko Mistrzostwach Europy w siatkówce mężczyzn. Niespodziewany złoty medal jest jednym z najprzyjemniejszych momentów w mojej karierze kibica, dlatego składam pokłon wszystkim graczom, trenerom, lekarzom, fizjologom, masażystom, obsłudze hali w Izmirze, dzieciom podajającym piłki, sędziom nie, ponieważ oszukali nas na jeden punkt, ale to szczegół.
Oglądając mecze reprezentacji Polski, pomimo tego, że zawsze życzę im jak najlepiej, często ogarnia mnie lekki strach. Widziałem już wiele pojedynków biało-czerwonych z różnymi rywalami. Pomimo, tego co siatkarze pokazali na Mistrzostwach Świata w Japonii, wydawało mi się, że Polacy, nie są mocni w końcówkach. Kiedyś myśląc o silnych psychicznie drużynach, wyobrażałem sobie Serbię, Rosję, Bułgarię, no i przede wszystkim Brazylię, lecz po tych 8 meczach w Turcji, zmieniłem całkowicie zdanie. W grze Polaków było tyle zacięcia (w najważniejszych momentach), że prędzej nasza drużyna by cała zemdlała z wycieńczenia, niż poddała się i opuściła ręce.
I kto tu rządzi.
Mistrzostwa te zweryfikowały również mój pogląd na poszczególnych zawodników, a dokładniej Piotra Gruszkę i Michała Bąkiewicza. MVP zawodów, czyli nasz atakujący z nr 3, był wg mnie za mało agresywny, gdy grał w Skrze i we wcześniejszych meczach reprezentacji Polski. Wydawało mi się, że za często wstrzymuje rękę przy atakach o zagrywce nie wspominając. Cieszę się dlatego ogromnie, że Pan Piotr utarł mi nosa i pokazał jak się walczy na boisku siatkarskim.
Z kolei Michał Bąkiewicz, zawsze należał do najbardziej żywiołowych graczy, który miał ogromną ochotę do gry. Wiedziałem, że na tej pozycji, nie mamy lepiej przyjmującego i broniącego gracza (z powodzeniem mógłby być libero), ale atak był zawsze jego słabszą stroną. W Turcji jednak, atak w wykonaniu Michała Bąkiewicza, był często tak dobry jak odbiór i obrona, np. w meczu z Hiszpanią, atakował ze skutecznością 67%, dodając taki sam procent w przyjęciu, okazał się niezastąpionym elementem tej drużyny.
Chciałbym jeszcze wspomnieć, najlepszego rozgrywającego tych zawodów (wg mnie najlepszy na świecie) Pawła Zagumnego. On jest idealnym odzwierciedleniem słów, że rozgrywający jest mózgiem drużyny. Pięknym smaczkiem, była ostatnia w meczu z Bułgarią wystawa do Piotra Gruszki, który mógł swobodnie zaatakować, ponieważ nasz rozgrywający zgubił zupełnie blok przeciwników.
Najważniejsze jednak był to, że mogliśmy podziwiać prawdziwy zespół, w którym zawodnicy robili wszystko dla dobra drużyny. Ci, którzy grali niewiele, lub nie dostali w ogóle szansy również przyczynili się do sukcesu, a na następnych zawodach, pewnie, to oni będą stanowić o sile naszej reprezentacji. Cieszmy się i kibicujmy polskiej siatkówce.